Mariana Biderstein Starowieyski – prawnik naftowcem.
Mrukowa, senna podkarpacka wieś, oprócz legendy o magicznym pogańskim kręgu słońca czy też opowieści o zaginionym średniowiecznym zamczysku ukrywa także osobną i małą tajemnicę hrabiego Mariana Bidersteina Starowieyskiego, który uciekając od folwarcznych obowiązków majątku w Bratkówce, których szczerze nie cierpiał, w głębi ziemi żmigrodzkiej, poszukiwał swojego szczęścia. Już wtedy będący tak jak jego sławny ojciec doktorem prawa,ojciec trzech synów (Franciszka, Marka oraz Kazimierza) widział w koncentracji polskiego kapitału i wzmożonej pracy szansę na uratowanie podkarpackiego naftownictwa,które gasło w pożodze wielkiego kryzysu. Praca stała się jego pasję co pod koniec lat 30 przynosiło mu realny dochód
i wielki autorytet wśród naftowców.
Jego sentyment do poszukiwań nowych pól naftowych w najstarszym gorlickim i jasielskim zagłębiu otworzyły przed małymi i średnimi podkarpackimi przedsiębiorstwami nowe nadzieje na odrodzenie gasnącej świetności tej gałęzi przemysłu, która pozwoliła mi przecież przed laty wykaraskać się z biedy, analfabetyzmu i ciemnoty.
Znane były również gorące polemiki Hrabiego dotyczące działań Rządu, zaangażowania państwowych zakładów Polmin, dużych zagranicznych grup kapitałowych a dotyczące rosnącej już wtedy globalizacji przemysłu naftowego.
W zakresach walki o dobro drobnych właścicieli kopalń nie zapomniał Starowieyski o tym, że jest również wyśmienitym znawcą prawa w tym prawa naftowego. Władając do tego lekkim piórem uprawiał zapomnianą dziś już sztukę pisanie recenzji prawnych nowych aktów prawnych, krytykując nie tylko merytoryczność samych ustaw lecz również ich styl i język.
W Kuryerze Gospodarczym i Finansowym z 20 lutego 1932 roku tak oto pisze o projekcie nowej ustawy naftowej :
„Styl jej jest ciężki, zdania długie z licznymi wtrętami i zadaniami pobocznymi. Ponadto w projekcie przeważa prawo formalne nad materialnym. Projekt ustawy upaństwawia właścicieli bez odszkodowań i uznaje za regał wszelkie materiały żywiczne stanowiące dotąd cześć ziemi i podlegające swobodnej dyspozycji właściciela gruntu”.
Dalej następuje czyniona w sposób merytoryczny krytyka wyżej opisanego projektu. Zwięzłość i rzetelność autora uzmysławia mi szybko jak wiele i jak często w międzywojennej prasie codziennej spotykałem się z podobnymi recenzjami wielu altów prawnych w których autorzy mierzyli się nie tylko z merytoryczną materią prawną lecz też ganili ich formę a przede wszystkim ich niewolny język. Lektura takich solidnych artykułów uświadamia nam nie tylko brak takich meteorycznych dyskusji prowadzonych wprost z ustawodawcą na poziomie codziennej prasy ale przede wszystkim całkowity zanik kultury recenzji prawnych dokonywanych przez profesjonalistów w tym też adwokatów. Dobra recenzja nie tylko streszczała zawartość aktów ale przede wszystkim informowała opinie publiczną o ryzykach nowych regulacji czy też podtekstach prawnych i gospodarczych ich wprowadzenia.
Rozczarowany brakiem w kraju pomysłu na pomoc dla przemysłu naftowego planował wyjazd do Romunii na intratny kontrakt, marzył o podróży do Persji. Wszystkie marzenia przerwała mu wojna. Niestety w 1942 roku po radzieckiej
stronie Marian przepadł w niejasnych do dziś okolicznościach podczas pobytu u wuja Stanisława. Wieś Mrukowa nadal milczy o obecności hrabiego na jej bogatych łąkach. Na mapie jaką z szuflady wyciągnął Kazimierz Starowieyski, jego ojciec Marian czerwony kółkiem oznaczył miejsce gdzie razem z inżynierem Robertem Komorkiem szukali żył czarnego złota. Czy im się udało? Może jednak ta historia ukrywa jeszcze jakieś połączenia, postacie i zdarzenia o których warto sobie przypomnieć?
KONTAKT:
d.pado@grupakancelarii.pl
Przy tworzeniu strony wykorzystano fragmenty obrazów Stanisława Baja